- Chcę bronić praw wszystkich osób, które znajdują się pod jurysdykcją polską, w tym dzieci w ośrodkach strzeżonych.
- Państwo powinno odpowiadać za odpowiedni standard przepisów zapewniających egzekucję alimentów.
- Niepokoi mnie nieskuteczność systemu interwencyjnego wobec dzieci doświadczających przemocy.
- Ważna jest dla mnie edukacja obywatelska. Obywatel, który nie wie o swoich prawach, nie umie ich nazwać, nie umie z nich skorzystać, jest z góry skazany na porażkę z systemem. Chciałabym stworzyć narzędziownik dla obywateli, by mogli skuteczniej dochodzić swoich praw.
- Ważne jest dawanie młodym ludziom głosu, informowanie o narzędziach, które przysługują młodzieży i wynikają z Konstytucji. Wszelkie działania, które upodmiotawiają młodzież są konieczne i opłacalne.
- Jako pełnomocniczka pomagałam indywidualnie i systemowo osobom, które w zderzeniu z systemem nie znalazły odpowiedniego wsparcia, utknęły w jakimś miejscu, gdzie działa im się krzywda. Chciałabym pokazać, że Biuro RPO to aktywna instytucja, która widzi działania rządzących, reaguje. Wiem, jak dużo może zdziałać kompetentny pełnomocnik.
– Mówiła kandydatka na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, adwokatka i działaczka społeczna, podczas zdalnego obywatelskiego wysłuchania poświęconego prawom dzieci 30 czerwca. Wysłuchanie zorganizowała Inicjatywa „Nasz Rzecznik” przy wsparciu Funduszu Obywatelskiego im. Ludwiki i Henryka Wujców.
Spotkanie dotyczące praw dzieci współprowadziły koordynatorka Inicjatywy, Anna Duniewicz i Karolina Bury z Fundacji Rodzic z Mieście, koordynatorka Zespołu ds. Alimentacji. Na polski język migowy tłumaczył je p. Jacek Banaszczyk (Zamigam).
Sylwetka kandydatki i wizja sprawowania urzędu, z naciskiem na prawa dzieci, którą przedstawiła mec. Sylwia Gregorczyk Abram:
- Na początku swojej drogi zawodowej przejęłam w dużej kancelarii praktykę pro bono. Współpracowałam w ramach programu spraw precedensowych z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, a w zakresie dzieci krzywdzonych seksualnych z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę. W Krajowej Radzie Adwokackiej współpracowałam z NGOsami, m.in. Amp Futbol (osoby z niepełnosprawnościami), La Stradą (ofiary handlu ludźmi), Habitat for Humanity Poland (osoby wykluczone mieszkaniowo,). Działałam też na rzecz osób marginalizowanych, szukających ochrony międzynarodowej. Jako pełnomocniczka pomagałam indywidualnie i systemowo osobom, które w zderzeniu z systemem nie znalazły odpowiedniego wsparcia, utknęły w jakimś miejscu, gdzie działa im się krzywda. Od 2017 r. te działania zostały poszerzone o działalność Wolnych Sądów i Komitetu Obrony Sprawiedliwości, organizacji zajmujących się ochroną praworządności i niezależności sędziowskiej. Dołączyły wtedy sprawy sędziowskie, prokuratorskie. Prowadzę sprawy w europejskich trybunałach – ponad 100 postępowań dotyczących ochrony praw człowieka i obywatela w samym Strasburgu. Mam wykształcenie prawnicze (Uniwersytet Warszawski), skończyłam dwa kierunki studiów podyplomowych. Studiowałam w Polsce i za granicą. Mówię biegle po angielsku.
- Chcę bronić praw wszystkich osób, które znajdują się pod jurysydykcją polską, w tym dzieci w ośrodkach strzeżonych.
- Do ubiegania się o ten urząd skłoniło mnie moje doświadczenie pełnomocniczki. Jako rzeczniczka byłabym pełnomocniczką z całym instrumentarium narzędzi dostępnych RPO. Paleta narzędzi jest szeroka, jeśli się ich dobrze używa i dobrze działania komunikuje.
- Osoby, które pracują w BRPO to najlepszy zespół świata, bo jeśli ktoś dedykuje 15-20 lat prawom człowieka, zasługuje na najwyższy szacunek. Nie chciałabym sytuacji, że „ja sobie teraz wezmę excella i powiem: to teraz ja to zrobię lepiej”, bo nie o to chodzi.
- Dostrzegam, że kiedyś liczba spraw wszczynanych z urzędu była większa. Ważne jest pokazanie, że Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich to aktywna instytucja, która widzi działania rządzących, reaguje w odpowiednich sytuacjach – w obszarze zmian systemowych albo symbolicznych, na rzecz osób szczególnie marginalizowanych, dyskryminowanych, czy szczególnie nieporadnych. Wiem, jak dużo może zdziałać kompetentny pełnomocnik.
- Pamiętam sprawy prowadzone z La Stradą – osób zmuszanych do prostytucji – i jaką zmianę zrobiło to, że z drzwiami weszłyśmy do postępowania toczącego się pod Warszawą i zmieniłyśmy jego bieg.
- Istotna jest kwestia reakcji organów na wystąpienia generalne. Jeżeli organ nie odpowiada na wystąpienia rzecznika, to tak jakby nie odpowiadał wszystkim obywatelom.
- Ważna jest dla mnie współpraca z organizacjami pozarządowymi. Nie wyobrażałam sobie zarządzania Biurem bez silnego wsparcia organizacji pozarządowych, społeczeństwa obywatelskiego.
- RPO może inspirować do działania różne resorty. Proponowałabym wtedy konkretne rozwiązania legislacyjne, wypracowane w konsultacjach eksperckich.
- Zintensyfikowałabym spotkania regionalne, żeby rzecznik wychodził do ludzi w każdy możliwy sposób. Nawet jeśli spotkania są trudne. Umiejętność wysłuchania i powiedzenia „widzę Cię” jest równie kluczowa, jak umiejętność reakcji. Spotkania pozwoliłyby też zbierać ważne informacje o tym, co się dzieje w Polsce.
- Warto, żeby rzecznik choć jeden dzień popracował w innym dziale Biura RPO, żeby odebrał telefon od obywatela, popracował nad kasacją, itp. Chciałabym zadbać o pracowników Biura RPO, o ich dobrostan i partycypację w procedurach Biura.
- Ważna jest dla mnie edukacja obywatelska. Rzecznik może się włączyć w kampanie edukacyjne, opracowanie materiałów. Moją mocną stroną jest edukacja dzieci i młodzieży. Jestem autorką programu Tydzień Konstytucyjny, który był realizowany oddolnie w szkołach przez ponad 10 lat. Stworzyłam go od początku, odbyłam setki spotkań z dziećmi. Mogłabym ten program rozwijać.
- Obywatel, który nie wie o swoich prawach, nie umie ich nazwać, nie umie z nich skorzystać, jest z góry skazany na porażkę z systemem. Chciałabym stworzyć narzędziownik dla obywateli, by mogli skuteczniej dochodzić swoich praw.
- Widzę, że spraw wpływających do Biura RPO jest w tym roku mniej.
Pytania do pierwszej części:
Anna Duniewicz:
Kiedy wprowadzono system zgłaszania wniosków RPO tylko przez formularz, osoby z niepełnosprawnościami, w tym z niepełnosprawnością wzroku, podnosiły kwestie dostępności, że trudniej jest im zgłosić sprawę.
Ponieważ Biuro RPO nie ma ustawowego terminu odpowiedzi na zgłoszoną sprawę, mamy jako „Nasz Rzecznik” obywatelski postulat, żeby osoba, która zgłosiła sprawę RPO, dostawała choćby krótką informację zwrotną, że sprawa jest w toku, czy kiedy można się spodziewać odpowiedzi.
Mam naturalną potrzebę, by pewne rzeczy w zakresie responsywności działy się szybciej. Nie ma nic gorszego, jeśli człowiek zgłasza sprawę i myśli, że trafiła w czarną dziurę. Ta kwestia będzie jedną z pierwszych rzeczy, której chciałabym się przyjrzeć. Oczywiście to też kwestia odpowiednich zasobów finansowych i kadrowych…
Mam świadomość, że nawet strony ministerstw są niedostosowane dla osób z niepełnosprawnością wzroku. Urząd RPO powinien jednak być wzorem, jak zgłaszać sprawy. Formularz ma oczywiście zalety, bo zasysa potrzebne informacje, ale rzeczywiście może być mniej dostępny. Będę zwracać uwagę na dostępność i odpowiedzi dla osób zgłaszających.
Mamy problem z łamaniem praw osób w drodze na granicy polsko-białoruskiej. Żeby ustalić wiek młodych ludzi, przeprowadza się badanie RTG nadgarstka. I nagle okazuje się, że wiele z tych osób ma równo 18 lat i można wypchnąć je na Białoruś (zrobić pushback). Sprawa była badana przez Rzeczniczkę Praw Dziecka. Czy te kwestie byłyby także na radarze Pani Mecenas jako przyszłej Rzeczniczki? Bo to bardzo dziwne, ile osób okazuje się pełnoletnie po badaniu, które jest bardzo niemiarodajne, co zaobserwowałam na przykładzie swojego dziecka.
Dowiedziałam się o ze strony RPO i z Waszej strony o tym procederze i on mnie bardzo zadziwił. Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzeczniczka Praw Dziecka prowadzą w tej sprawie interwencje i powinno to być kontynuowane. Standardy muszą być przestrzegane, a osoby w drodze powinny pozostawać pod ochroną Rzecznika. Dzieci to grupa szczególnie wrażliwa, która powinna zostać objęta specjalną ochroną. Zdaje się, że odpowiedź z MSWiA jeszcze nie wpłynęła?
Będę się tym zajmować, podobnie jak sprawami dzieci w ośrodkach detencji i dzieci z Ukrainy, pozbawionych wsparcia przez tzw. ustawę wygaszającą.
Priorytety kandydatki na urząd RPO w kwestii praw dzieci:
Przeciwdziałanie przemocy wobec dzieci
- Poruszył mnie wywiad z mecenasem Grzegorzem Wroną. Pan mecenas proponuje checklistę dla organizacji udzielających wsparcia dziecku, żeby system widział pełen obraz przemocy, a nie tylko jakiś wycinek. Urząd RPO powinien koordynować działanie całego systemu. Ważne jest sprawdzanie, czy systemy widzą się nawzajem.
- Współpraca z Rzecznikiem Praw Dziecka jest koniecznością, nie tylko zobowiązaniem wynikającym z ustawy. W ciągu ostatnich tygodni Rzeczniczka Praw Dziecka zaproponowała szereg zmian: procedura niebieskiej karty, konieczność wysłuchania dziecka – to podejście jest mi bardzo bliskie. Ważne jest zapewnienie głosu dzieciom.
- Niepokoi mnie nieskuteczność systemu interwencyjnego wobec dzieci doświadczających przemocy. Kiedy jest weekend lub jest po godzinach pracy, zamiast wykwalifikowanych urzędników robi to policja. Mamy wtedy do czynienia z kolejną traumą dla tego dziecka. Z całym szacunkiem dla wykształconych funkcjonariuszy, w takiej interwencji powinien uczestniczyć dobrze wyedukowany pracownik socjalny.
Przeciwdziałanie niealimentacji
- Za problem niealimentacji powinno być odpowiedzialne państwo. Państwo powinno odpowiadać za odpowiedni standard przepisów zapewniających egzekucję alimentów, za mobilizację i aktywizację osób niepłacących alimentów i uiszczanie zobowiązań. Niealimentacja to problem na ogromną skalę. Dwudziestu postulatom Zespołu ds. Alimentów Inicjatywy „Nasz Rzecznik” na pewno warto się przyjrzeć.
- Niebawem będę się widziała ze stowarzyszeniami praw ojców, mężczyzn i chłopców. Dostrzegam potrzebę mądrej dyskusji na ten temat.
- Urząd RPO to miejsce, gdzie powinno się przyjrzeć tej sprawie ze szczególną uwagą. Opiniowanie projektów powinno być poprzedzone szerokimi konsultacjami ekspercko-społecznymi. Trzeba się koncentrować nie tylko na prawie, ale też na praktyce.
Ochrona dziecka w środowisku cyfrowym
- Mamy nowe wyzwania. Mamy raporty o tym, ile czasu dzieci spędzają w sieci, na co są narażone dzieci – grooming, czyli uwodzenia w internecie, deepfake’i itp. Po odpowiednich konsultacjach nie bałabym się formułować konkretnych zmian do kodeksu karnego. Mam już przygotowaną propozycję zmian w kodeksie karnym dot. przestępstwa deepfake’u.
- Ważna jest ochrona dzieci w zakresie sharentingu (dr Wróblewski podjął tu interwencję).
Ochrona zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży
- Deklaruję wystąpienia w tej sprawie i zaznaczanie problemów. Mamy w Polsce głębokie nierówności w dostępie dzieci i młodzieży do ochrony zdrowia psychicznego. Mamy rodziców, których stać na prywatną wizytę psychiatryczną dla dziecka i mogą mu natychmiast zapewnić pomoc, a inne dzieci czekają tygodniami.
- Ważna jest możliwości sięgania młodych ludzi po specjalistyczną pomoc bez zgody dorosłych.
- Ważne są działania edukacyjne w zakresie przeciwdziałania przemocy. Kampanie firm i organizacji nie wystarczą. Kampanie powinny odbywać się systemowo w szkołach, z zaangażowaniem Ministerstwa Edukacji Narodowej.
- Ważna jest wczesna interwencja w szkołach, odpowiednie przygotowanie kadry psychologiczno-pedagogicznej.
- Psychiatria środowiskowa jest w ciągłej fazie projektu i pilotażu…
Małoletni cudzoziemcy bez opieki
- Deklaruję wsparcie. Była już o tym mowa.
Pytania zadane przez Karolinę Bury (Fundacja Rodzic w mieście), koordynatorkę Zespołu ds. Alimentacji Inicjatywy „Nasz Rzecznik”:
W Polsce nie do końca uważamy dzieci za obywateli, nie postrzegamy ich jako osoby równorzędne. Głos dzieci, w zderzeniu z głosem rodzica lub opiekuna, jest często uważany za mniej istotny. Jakie kroki podejmie Pani jako rzecznik, aby polskie dzieci zaczęły być traktowane jak obywatele pełnej kategorii i aby w tym celu zniesiono ograniczenia do stosowania Konwencji o Prawach Dziecka – tzw. deklaracje interpretacyjne do art. 12-14?
Na pewno deklaruję mapowanie konkretnych obszarów i kierowanie wystąpień generalnych. Ważna jest współpraca z RPD i włączanie dzieci w sposób dyskusji i dialogu. Jeżeli teraz nie będziemy włączać dzieci w różnego rodzaju procesy, dyskusje, budować mostów i dopuszczać ich do partnerstwa, sami będziemy sobie kręcić bat na przyszłość. Bo za chwilę obudzimy się w zupełnie innej rzeczywistości, kiedy to one nie będą chciały nas słuchać. Bo nie będą miały po co, jeśli same nigdy do dyskusji nie zostały włączone.
Ważna jest współpraca z Ministerstwem Edukacji, które wydaje mi się naturalnym partnerem do działań.
Czy dzieci są traktowane jak obywatele, poza tym, że z mocy prawa powinny być pod szczególną ochroną? Często jest tak, że to prawo rodzica i opiekuna jest wyżej w hierarchii niż zdanie dziecka. Jakie konkretne kroki Pani widzi, które można podjąć, żeby zmienić ten „układ sił”, by prawa dziecka były bardziej respektowane w zderzeniu z prawami opiekuna, w szkole?
By prawa dziecka nie były tylko o ochronie dzieci „PRZED”, ale także o możliwości partycypacji „W”… Trzeba wyważyć proporcjonalność między podmiotowością dziecka a oczywistymi uprawnieniami opiekunów. To problem, który na pewno dostrzegam. Dostrzegam bardzo dużą potrzebę interwencji na poziomie zaznaczenia partnerstwa, możliwości decydowania tam, gdzie dzieci mogą o sobie decydować, „zrobienia dzieciom miejsca przy stole”. Tak też sama prowadzę warsztaty i rozmowy z młodzieżą, mówiąc, że przychodzę się od Was nauczyć, chcę się dowiedzieć. Nie przychodzę nigdy z perspektywy osoby dorosłej, która będzie Wam objaśniała świat.
Anna Duniewicz:
Dla mnie grzechem pierworodnym jest pojęcie WŁADZY rodzicielskiej, WŁADZA raczej niż PIECZA. Bo ona ramuje całe nasze myślenie jako społeczeństwa o powinnościach dziecka i o roli rodzica. Tu się mści to nieszczęsne wychowanie do posłuszeństwa. Na poziomie paradygmatu zawsze mnie to uwierało.
Zgadzam się. To myślenie jest mi bliskie, bo praca z dzieckiem to coś, czym się długo zajmowałam.
Piecza jest w moim sercu, nie powiedziałam o niej, bo jest w mojej głowie na kolejne spotkanie.
Karolina Bury, pytania z formularza:
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotuje tzw. pakiet rodzicielski. To są prace bardzo zaawansowane, bardzo bieżące. Ministerstwo chce do końca roku temat wprowadzić w życie. Przyglądamy się temu bardzo intensywnie, bo wiele kwestii nas niepokoi. Jedną z nich jest piecza współdzielona. To jest termin, który MS chce wprowadzić do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Piecza współdzielona w pewnym sensie ma się stać preferowaną formą opieki nad dziećmi po rozstaniu rodziców, a w kwestii zabezpieczenia na czas rozstania – nawet domyślną formą opieki. Ministerstwo powołuje się na prawo rodzica do kontaktu z dzieckiem, natomiast bagatelizuje – co wynika z mojego doświadczenia kontaktu z ministerstwem – kwestię przemocy domowej jako przyczyny rozstania, twierdząc, że to jest sprawa marginalna. My wiemy, że tak nie jest. Wnosimy o to, żeby piecza współdzielona nie była narzucana przez ministerstwo, bo często jest ona traktowana przez sprawców przemocy domowej jako narzędzie do przedłużania przemocy, przemocy poseparacyjnej. Czy jest pani gotowa stanąć w obronie dzieci, które są niejako przymuszane do kontaktu z rodzicem? Bo piecza współdzielona jest na razie bardziej o prawie rodzica do kontaktu z dzieckiem, niż o prawie dziecka do decydowania o sobie.
Jeśli dobrze rozumiem to, co przeczytałam na Waszej stronie i na stronie Feminoteki, to sama potrzeba wprowadzenia pieczy współdzielonej do kodeksu jest w porządku. Tak też pisze RPO w swej opinii, zaznaczając, że definicja wymaga doprecyzowania w obszarze przemocy domowej. Absolutnie się zgadzam, że problemem jest, że projekt nie przewiduje badania historii przemocy w rodzinie. Przebadałam to i uważam, że te kryteria powinny obejmować ocenę bezpieczeństwa dziecka i wcześniejszych zachowań przemocowych.
Widzę, że jednak jest w tym projekcie jakiś margines pozostawiony sądowi… Ale rozumiem, że ryzyko jest takie, że piecza będzie domyślna, automatyczna, bez badania tej historii. Tak, popieram to i widziałam, że pani ministra Kotula wystąpiła z takimi postulatami, więc ten front stworzyłby się tutaj wspólny.
Projekt nie uwzględnia też zjawiska przemocy poseparacyjnej, której uwzględnienia się państwo domagacie. Ja te postulaty popieram.
Jak podkreśla Rzecznik, ta definicja powinna zostać doprecyzowana tak, by zlikwidować rozbieżności interpretacyjne w polskich sądach, co jest prawdziwą plagą. Sama definicja w moim przekonaniu nie jest zła – jest jakąś odpowiedzią na bieżącą praktykę. Przeczytałam analizę dotyczącą za i przeciw pieczy współdzielonej i chętnie się nią podzielę. Nie zmapowałam, że to jest złe rozwiązanie, ale rzeczywiście wymaga gwarancji i doprecyzowania.
Piecza współdzielona, jeżeli rodzice się dogadują, jest absolutnie dobrym rozwiązaniem. Natomiast sądy zwykle interweniują w sytuacji, kiedy rodzice się nie dogadują. Problemem jest, gdy zdanie rodziców się różni. Jak powinno się wówczas brać pod uwagę zdanie dziecka. Zapomina się o tym, że dziecko też ma prawo wyboru i może jasno powiedzieć: „Nie chcę mieszkać z tym rodzicem, nie chcę mieć z nim kontaktu”. A Ministerstwo Sprawiedliwości bardzo często powołuje się na prawo rodzica do kontaktów z dzieckiem. Jakie widzi Pani kroki formalne, określone w ustawie, lub edukacyjne, by brany był pod uwagę głos dziecka, jak to swoje prawo do kontaktu z rodzicami po rozstaniu chce realizować?
Każdy głos dziecka w postępowaniu powinien być uwzględniony i tak powinno się teoretycznie dziać w polskich sądach, w zależności od wieku dziecka, jego możliwości uczestniczenia. W praktyce nie do końca to tak wygląda i to jest kwestia szkoleń dla sędziów i edukacji w tym zakresie. Głos dziecka absolutnie powinien być uwzględniony przy odpowiednich gwarancjach.
Jestem otwarta na taką rozmowę. Rozmowy nie będą łatwe, bo to polaryzujący temat, który budzi duże emocje. Ale RPO powinien to udźwignąć. Kiedy badałam tę pieczę, nie wyczytałam, że jest z automatyzmu… Nie jest obligatoryjna.
Problemem jest, że nie ma jasnego wskazania badania przemocy domowej, a dane wymiaru sprawiedliwości mówią, że w ponad 60% spraw rozwodowych w ogóle tematu przemocy się nie bada. I tu jest to ryzyko.
I tu mamy pełną zgodę.
Chodzi też o to, czym jest piecza współdzielona, czy to jest 50:50. Ministerstwo nie chce tego dookreślić. My uważamy, że powinno, bo to rodzi też kwestię tematu alimentów. Bo piecza współdzielona jest też często narzędziem, żeby nie płacić alimentów.
To jest kwestia praktyki sądów, bo przecież piecza 50:50 wcale nie musi oznaczać, że jest zniesiony obowiązek alimentacyjny. Każda sytuacja powinna być rozpatrywana indywidualnie. Tablice alimentacyjne, które były proponowane – one nie były doskonałe, ja to dokładnie rozumiem, ale na pewno intencja była dobra – są dobrym narzędziem.
Czy ma Pani jakiś pomysł, albo praktykę zaobserwowaną gdzieś za granicą, walki z problemem niealimentacji? W Polsce problem jest ogromny, zarówno na poziomie przyzwolenia społecznego, bo niepłacenie alimentów nie spotyka się z ostracyzmem społecznym, przez wspieranie przez pracodawców, którzy decydują się ukrywać razem z osobą niepłacącą alimentów jej dochody, po działania instytucji, które bagatelizują niealimentację. A niealimentacja jest formą przemocy ekonomicznej, choć często nie jest tak traktowana. Zgłoszenia przestępstwa niealimentacji często są umarzane. Jeżeli dziecko nie doświadcza ubóstwa, jeżeli matka sobie radzi z zabezpieczeniem dziecka, sądy, prokuratura, policja często bagatelizują problem niealimentacji. Czy tutaj widzi pani jakieś możliwości interwencji?
Zastanawiałam się nad waloryzacją alimentów. Przed naszym spotkaniem spotykałam się z komornikami. Wszystkie sformułowane przez Was postulaty wymagają analizy i dialogu z ministerstwem. Skupiłabym się być może na tabelach alimentacyjnych, które sprawdziły się np. w Niemczach. Ciekawy jest postulat RPO podnoszący problem odsetek i ryzyka popadnięcia w ubóstwo. Ciekawy jest dozór elektroniczny. Bo nie chodzi o to, by sprawcę karać i by przebywał w zakładzie karnym.
Widziałabym bardzo dużą potrzebę rozmów z pełnomocnikami, z sędziami, ze środowiskiem społecznym i z Ministerstwem Sprawiedliwości.
Czy popiera Pani wprowadzenie możliwości korzystania przez nastolatków z pomocy psychologa oraz części świadczeń dotyczących zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego bez zgody rodziców, jeśli specjalista uzna, że odmowa takiej pomocy mogłaby zagrażać zdrowiu lub życiu młodej osoby? Gdzie postawiłaby Pani granicę między prawami rodziców a prawami dziecka?
Chyba już trochę na to odpowiedziałam w swobodnej wypowiedzi. Absolutnie popieram decydowanie młodych ludzi o skorzystaniu z pomocy psychologicznej i psychiatrycznej. Te rozwiązania zostały niestety zawetowane przez Prezydenta. Bardzo mnie to zasmuciło, bo przeczą temu wszystkie raporty dotyczące kondycji młodzieży. To było szkodliwe weto.
Jak widzi Pani rolę RPO w kwestii dbania o dzieci neuroatypowe we wszelkich placówkach publicznych, opiekuńczych i edukacyjnych? Obecne narzędzia nie przystają do potrzeb tego typu dzieci.
Jak już powiedziałam na pierwszym spotkaniu, jestem mamą dziecka z autyzmem i niepełnosprawnością sprzężoną i cały katalog niedoskonałości systemu jest mi bardzo dobrze znany. Na pewno naprawy wymaga kwestia uczestniczenia dzieci z neurotrudnościami w procesie edukacji, przygotowania placówek, nauczycieli, przyjrzenia się narzędziom wykorzystywanym w procesie edukacji.
Obecnie wkłada się dzieci do szuflad, do których one nie pasują. Państwo nie może wypychać dzieci z systemu edukacji, straszyć matki kuratorem. Tu jest szereg pól do wystąpień Rzecznika.
Na pewno to tematy, którymi będę się zajmować. Tak samo jak dostępem do wymiaru sprawiedliwości. Żeby sędziowie rozumieli, że to dziecko nie jest niewychowane, wymaga tylko więcej atencji i przyjaznej przestrzeni.
Deklaruję współpracę z organizacjami. To temat mi bliski i na pewno wymagający uwagi.
Czy i jak zamierza Pani współpracować z Rzeczniczką Praw Dziecka w zakresie ochrony praw dziecka podczas udziału w partycypacji obywatelskiej? Młodzież ma prawo składać petycje, wnioski o dostęp do informacji publicznej, brać udział w konsultacjach.
Absolutnie tak, jestem totalnie na pokładzie. Ważne jest dawanie głosu, informowanie o narzędziach, które przysługują młodzieży i wynikają z Konstytucji. Wszelkie działania, które upodmiotawiają młodzież są konieczne i opłacalne. Z Panią Mecenas, z Biurem RPD deklaruję pełną współpracę, oddając im stery, ale absolutnie nie uchylam się od samodzielnych interwencji.
Czy zgadza się Pani, że odmowa zapewnienia dziecku pełnowartościowego posiłku roślinnego w publicznej szkole, przedszkolu lub placówce opiekuńczej może naruszać prawa dziecka, zasadę równego traktowania oraz prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z przekonaniami etycznymi?
Nie boję się takich tematów. Tematy związane z posiłkami roślinnymi są ważne, powinno się o tym rozmawiać, czelendżować system. Prawo do tego, jak chcemy funkcjonować, jak postrzegamy świat, czy prawa zwierząt są dla nas ważne – to są tematy, które powinny za każdym razem być brane pod uwagę.
Czy może Pani zadeklarować, że ten temat nie zostanie pozostawiony wyłącznie pojedynczym skargom, ale zostanie objęty stałym monitoringiem praktyki szkół, przedszkoli, placówek opiekuńczych i samorządów oraz planem działań systemowych RPO?
Na pewno mogę obiecać, że nie jest to temat, który porzucę. Nie boję się tematów, które potencjalnie mogą być obiektem żartów. Nie umiem złożyć teraz deklaracji, że będę interweniować, bo nie mam tu zbadanego gruntu.
Anna Duniewicz, uzupełniająco:
W 2024 r. w Biurze RPO odbyło seminarium za kadencji Wicerzecznika Valerego Vacheva. Następnie wyszło wystąpienie Biura RPO, a Ministerstwo Zdrowia uwzględniło prawo do roślinnych posiłków w szkołach.
Pytania z sekcji pytań i odpowiedzi:
Detencja nieletnich od 15 r. ż. zamiast pieczy zastępczej. Brak ochrony dzieci nawet kilkumiesięcznych, jeśli są pod opieką. Nie zalicza się ich w Terespolu do grup wrażliwych ze względu na wiek.
Od tego też zaczęliśmy, to kwestia bardzo ważna, kluczowa. Na pewno macie tu we mnie sojuszniczkę.
Czy możemy liczyć na wsparcie w temacie umieszczania dzieci w DPS-ach i fikcyjnego szukania przez powiaty organizatora pieczy miejsc w rodzinnej pieczy zastępczej? Trwają nowelizacje ustaw o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej oraz pomocy społecznej.
Tak, to jest temat, który powinien podjąć RPO. Uważam, że DPS-y to absolutnie nie jest miejsce dla dzieci. Nie dlatego, że to złe miejsca, ale dlatego, że nie są stworzone i dostosowane do rozwoju dziecka.
To mit, że DPS-y będą zamykane, a dzieci wystawiane na ulicę. Zmiana jest dokonywana porządnie.
Kładłabym nacisk na dobrą pieczę zastępczą. Piecza zastępcza w moim rozumieniu powinna koncentrować się na umożliwianiu rodzicom zostawania rodziną zastępczą, z dużym naciskiem na ochronę praw dzieci, ale bez nadmiernej biurokracji. Konieczne jest odejście od instytucjonalizacji: indywidualna opieka nad dzieckiem, dobra piecza zastępcza zamiast domów dziecka i dzieci w DPS-ach. Nie neguję oczywiście, że istnieją dobre instytucje, stojące na wysokości zadania.
Jakie jest Pani stanowisko w sprawie priorytetyzowania przez prawo rodziny biologicznej nad dobro i prawo do bezpieczeństwa dziecka w kontekście pieczy zastępczej? Czy możliwe są tu zmiany legislacyjne? Czy planuje Pani działania w obszarze systemowej poprawy statusu prawnego i warunków funkcjonowania rodzin zastępczych?
Nie chciałabym odpowiadać bez zbadania, jak to jest skonstruowane w prawie. Na pewno taki automatyzm, że zawsze rodzina biologiczna jest najlepsza, nie jest dobry.
Pięknie dziękujemy mec. Sylwii Gregorczyk-Abram za wysiłek włożony w przygotowanie do naszego obywatelskim wysłuchania i za trzygodzinny maraton pytań i odpowiedzi. Bardzo dziękujemy Karolinie Bury, koordynatorce Zespołu ds. Alimentacji, tłumaczowi PJM, p. Jackowi Banaszczykowi (Zamigam) oraz wszystkim osobom, które przesłały pytania i uczestniczyły w spotkaniu o prawach dzieci.
Specjalne podziękowania dla Funduszu Obywatelskiego im. Ludwiki i Henryka Wujców, Justyny Nakielskiej i Anny Tomaszewskiej.
