- W Polsce każdego miesiąca powstaje nowa ferma przemysłowa, która degraduje środowisko, zagraża zdrowiu okolicznych mieszkańców, zatruwa wody gruntowe, powoduje gwałtowny spadek wartości pobliskich nieruchomości. W ubiegłym roku produkcja przemysłowa drobiu osiągnęła półtora miliarda sztuk, a ekspansja ferm doprowadziła do ponad tysiąca protestów.
- Problem ferm przemysłowych rząd zmienia w problem protestów. Kuriozalne są propozycje objęcia odorów ochroną, podobnie jak zapowiedzi ministra rolnictwa o kasacji wyroków niekorzystnych dla właścicieli ferm i wsparciu prawnym dla nich. Z aż takim wsparciem aparatu państwa dotąd nie zderzali się mieszkańcy terenów wiejskich.
- Koncerny mają prawników, doradców i mają za sobą polityków, a my jesteśmy słabi. Dlatego zwracamy się do Rzecznika Praw Obywatelskich jako obywatele, ponoszący społeczne, zdrowotne i środowiskowe koszty ferm, podczas gdy ogromne zyski z takiej działalności trafiają do prywatnych kieszeni.
- Potentaci produkcji mięsa i drobiu stawiający fermy z naruszeniem prawa za samowolę budowlaną dostają mandaty w wysokości… 500 zł.
– To jedynie niewielki wycinek ogromu problemów dotyczących ferm przemysłowych, przekazanych Zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich i ekspert(k)om Biura RPO podczas spotkania z Zespołem Ochrona Środowiska/Klimat, przedstawiciel(k)ami organizacji pozarządowych, świata nauki i lokalnych społeczności, które odbyło się 2 października. Zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich, dr. Valeriemu Vachevowi, w biurze przy ul. Długiej towarzyszyli: Małgorzata Żera i Małgorzata Żmudka-Wyrwał z Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego, Błażej Domagała z Zespołu Prawa Cywilnego oraz Bartosz Cyran – pełnomocnik RPO ds. współpracy z partnerami społecznymi. Inicjatywę „Nasz Rzecznik” oraz naszych sojuszników stacjonarnie bądź zdalnie reprezentowali: moderatorka spotkania Justyna Zwolińska (Koalicja Żywa Ziemia), Bartosz Zając (Stowarzyszenie Otwarte Klatki, Koalicja Stop Fermom Przemysłowym), Elżbieta Sokołowska, społeczniczka, mieszkanka powiatu bialskiego na Lubelszczyźnie, Ewa Dąbrowska-Gulcz i Wioletta Jańczak ze Stowarzyszenia „Działamy EKOczule”, dr Anna Kozajda, Kierownik Pracowni bezpieczeństwa biologicznego w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi, Morgan Janowicz i Anna Spurek z Fundacji Green REV Institute, Aleksandra Pępkowska (Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków), Anna Kucińska (Koalicja Żywa Ziemia), Karolina Bugajska (WSIiZ w Rzeszowie) oraz koordynatorka Inicjatywy „Nasz Rzecznik”, Anna Duniewicz.
Otwierając spotkanie, przedstawiciele/lki Biura RPO przypomnieli interwencje podejmowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawach związanych z funkcjonowaniem ferm przemysłowych. Wyjaśniali, kiedy i w jaki sposób Rzecznik może podjąć zgłaszaną sprawę.
– Mandat RPO włącza się wtedy, jeśli organ publiczny nie podejmuje środków prawnych. Sprawę możemy podjąć, jeżeli zobaczymy, że tryb prawny nie działa bądź jest niewłaściwy. – mówił dr Valeri Vachev.
W swoich wystąpieniach, społecznicy/czki i eksperci/tki przekonywali/ły, dlaczego należy wprowadzić moratorium na budowę nowych ferm przemysłowych, stanowiących zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi, dobrostanu zwierząt, środowiska i lokalnych społeczności, bezbronnych w starciu z potężnym fermiarskim lobby.
Perspektywę lokalnych społeczności na lokalizowanie i funkcjonowanie ferm przemysłowych w ich miejscu zamieszkania i ogromne koszty, jakie ponoszą, pokazali Bartosz Zając, Elżbieta Sokołowska oraz Ewa Dąbrowska-Gulcz i Wioletta Jańczak. Bartosz Zając (Otwarte Klatki) przedstawił dane rzeczoznawcy majątkowego, który oszacował na aż 80% spadek wartości nieruchomości położonych na terenach wiejskich wokół ferm drobiu. W województwie łódzkim, zagłębiu trzody chlewnej, ceny nieruchomości mogą spadać jeszcze bardziej.
Bartosz Zając mówił też o nierówności sił. Mieszkańcy okolic ferm są praktycznie bezbronni w starciu z potężnym lobby produkcji zwierzęcej wspartym przez władze samorządowe i centralne. – Kiedy wybuchła epidemia ptasiej i społeczność Lipowca Kościelnego blokowała wjazd ciężarówek z martwymi ptakami z czterech miast wojewódzkich, wysłano oddziały prewencji do pałowania mieszkańców – przypomniał.
Problem ferm rząd zmienia w problem protestów – przekonywał Bartosz Zając. Skala produkcji już dawno temu przekroczyła potrzeby na rynek krajowy. Kuriozalne są propozycje objęcia odorów ochroną. Minister Siekierski zapowiada kasację wyroków niekorzystnych dla właścicieli ferm i proponuje objęcie ich wsparciem prawnym. Po skrupulatnie prowadzonym postępowaniu i prawomocnym wyroku sądu minister rolnictwa wysyła ważny sygnał do hodowców, że w razie podobnych spraw mogą liczyć na wsparcie. I do mieszkańców – że nie mają wsparcia ze strony władz centralnych i prawo nie stoi po ich stronie.
W sporze między mieszkańcami wsi a hodowcami, często dużymi inwestorami, którzy nie mają wiele wspólnego z rolnictwem, lokalne społeczności zwyczajnie nie mają szans. Fermy powstają obok terenów chronionych, jedne obok drugich. W ubiegłym roku w Polsce produkowane było półtora miliarda drobiu.
Padł też argument, że postulat moratorium na budowę ferm jest zasadny również z uwagi na ptasią grypę. Moratorium powinno być wprowadzone, by powstrzymać skalę problemu, zanim zostaną uchwalone ustawy – odległościowa i inne.
Elżbieta Sokołowska, zaangażowana w debatę lokalną z udziałem Biura RPO w Wisznicach 6 kwietnia 2024 r., mówiła o naruszanie praw lokalnych społeczności i nieprzestrzeganiu lokalnego prawo zagospodarowania przestrzennego.
– Reprezentuję województwo lubelskie. Jako lokalna społeczność zazwyczaj przegrywamy, wykorzystując drogę prawną. Sprzeciw mieszkańców, podejmowane interwencje, nieprzestrzeganie norm, wady prawne – nie są brane pod uwagę. Inwestycja i tak powstaje. – mówiła. – Jest mnóstwo kancelarii prawnych, które doradzają, jak zaskarżyć plan miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, a nie jak go obronić. Koncerny mają prawników, doradców, mają za sobą polityków, a my jesteśmy słabi. Dlatego zwracamy się o pomoc do Rzecznika Praw Obywatelskich jako obywatele. Potrzebne jest moratorium i reakcja RPO na etapie zagrożenia. Bo kiedy już powstanie ferma, może być za późno.
O „samowolkach” administracyjnych i śmiesznie niskich karach za przestępstwa przeciwko środowisku, mówiły z perspektywy mieszkanek Wielkopolski przedstawicielki Stowarzyszenia EKOczule. – Inwestorzy, potentaci produkcji mięsa dostają mandaty w wysokości 500 zł. Samowola budowalna to wciąż tylko wykroczenie.
Prawo do życia w czystym środowisku i do bezpiecznej żywności podkreślała w swoim wystąpieniu Morgan Janowicz z Green REV Institute. – Nasze analizy wskazują, że Polski rząd a także UE dopłacają tym, którzy zanieczyszczają środowisko, niszczą życie i zdrowie ludzi oraz hamują rozwój obszarów wiejskich. – przekonywała. – O zagrożeniach, jakie stwarzają fermy przemysłowe, mówi Biała Księga Sektora Hodowlanego: Smród, krew i łzy, którą wydałyśmy w 2022 wraz z dr. Sylwią Spurek.
Morgan Janowicz przypomniała, że Ministerstwo Zdrowia w 2022 r. przeprowadziło w województwie wielkopolskim badania dotyczące szkodliwego wpływu ferm zwierzęcych na środowisko i zdrowie i życie ludzi. Resort zdrowia musi podjąć działania na rzecz ochrony prawa do życia w czystym środowisku i zagwarantowania prawa do bezpieczeństwa i zdrowia. Konieczna jest ewaluacja działań podjętych po 2022 r., po opublikowaniu wyników badania, oraz interwencja na poziomie rozporządzenia.
Alarmujący jest też fakt, że Polska zużywa coraz więcej antybiotyków do produkcji zwierzęcej, podczas gdy reszta krajów Unii Europejskiej je ogranicza.
– W 2022 r. w Polsce zużycie antybiotyków na kilogram masy ciała (mg/CPU), czyli najbardziej precyzyjny dowód używania lekarstw, wyniosło u nas astronomiczne 196 mg i wzrosło o 55 proc. wobec poziomu z 2011 r. Tymczasem u największego producenta mięsa w Europie, w Hiszpanii, zużycie wyniosło 127 mg i spadło aż o 65 proc. – mówiła Morgan Janowicz.
Temat antybiotykooporności podjęła dalej dr Anna Kozajda (Instytut Medycyny Pracy, Łódź). – Tak olbrzymia skala hodowli wymusza stosowanie antybiotyków. Obecność antybiotyków została też potwierdzona w wodzie i w paszach. Do środowiska przedostają się wolne geny antybiotykooporności. Istnieje ryzyko, że ludzie mieszkający wokół ferm nie będą mogli być skutecznie leczeni.
Dr Kozajda mówiła o niebezpiecznych dla zdrowia i życia ludzi bakteriach i wirusach emitowanych z ferm do środowiska. W olbrzymim stadzie (setki tysięcy zwierząt hodowanych obok siebie) nie ma możliwości oddzielenia chorego zwierzęcia.
– Wiele patogenów przenosi się międzygatunkowo. Odchody zwierząt są rezerwuarem niebezpiecznych bakterii. Ludzie mieszkający w okolicy i pracownicy ferm wdychają mikroorganizmy, zakażają się, ich układ oddechowy jest narażony na patogeny, które powodują infekcje. Patogeny przenoszą się też do wód gruntowych i powierzchniowych. Mięso wyjeżdża, a masa zawierających patogeny odchodów z ferm zostaje w kraju. To realne zagrożenie zwłaszcza dla osób z obniżoną odpornością.
Na zagrożeniach dla środowiska, szczególnie dla wód, skupiła Aleksandra Pępkowska (OTOP). Przytoczyła badania wód wokół ferm przemysłowych, autorstwa prof. Kupca, które ujawniły zanieczyszczenia lokalnych ekosystemów. Konsekwencje działalności ferm, wraz z trafianiem zanieczyszczeń do rzek, mogą sięgać Morza Bałtyckiego, akwenu najbardziej zagrożonego eutrofizacją – przekonywała.
Wraz ze wzrostem intensywności produkcji rolniczej wzrasta też zużycie wody. Lokalne społeczności korzystają z tych samych zasobów wody co zużywające jej ogromną ilość fermy. Każdego roku polscy rolnicy borykają się z suszą, a fermy ten problem pogłębiają.
Zarówno Zastępca Rzecznika, jak i eksperci/tki Biura RPO, zadeklarowali podjęcie interwencji w szeregu zgłoszonych przez nas problemów, zwłaszcza na gruncie prawa własności, w kwestii obniżenia cen nieruchomości oraz zagrożeń dla zdrowia, gdzie podstawą wystąpienia będą m.in. dane dr Kozajdy.
Dziękujemy Przedstawiciel(k)om RPO za bardzo ważne dla nas spotkanie, zainteresowanie tematem i gotowość podjęcia działań.
Podsumowania spotkania na stronach RPO:
fot. Grzegorz Krzyżewski/BRPO